Swoistą klamrę spinającą obraz polskiego prawa i wymiaru sprawiedliwości lat dziewięćdziesiątych stanowi film „Komornik” (2005, reż. Feliks Falk). Tutaj, inaczej niż w filmach z lat dziewięćdziesiątych, obserwujemy już błyszczącą fasadę wymiaru sprawiedliwości. Budynek sądu, gabinety sędziów, kancelaria komornika lśnią nowością. Działają w nich dobrze ubrani profesjonaliści. Dopiero bliższe spojrzenie na relacje między prawnikami oraz ich działanie pozwala dostrzec działający układ – obejmujący sędziów, prokuratorów, adwokatów, komorników. Nie mamy tutaj jednak do czynienia z ordynarną korupcją, jak na przykład w „Psach” Pasikowskiego, chodzi raczej o grupę ludzi powiązanych zależnościami o charakterze towarzyskim, grzecznościowym, swoistą wspólnotę interesów. Prawo usamodzielnia się w tym sensie, że staje się domeną prawników, służy ich interesom jako zespołowi powiązanych ze sobą grup zawodowych. Tylko uczciwy w swojej bezwzględności komornik stoi poza tym układem – ale do czasu, wciągnięty w swoistą pułapkę wzajemnych zależności, ustępstw, przysług aż do ostatniej sceny zdaje się wikłać w tę sieć.

 

adwokat
adwokat

Prawo pełni jednak tutaj rolę nie tylko swoistego spoiwa dla działającego w wymiarze sprawiedliwości układu. Jest przede wszystkim siłą w destrukcyjny sposób ingerującą w życie ludzi. Komornik w kolejnych scenach filmu wkracza na posesje coraz to innych dłużników, w bezwzględny sposób zabiera im środki utrzymania czy pamiątki rodzinne, pozbawiając ich przy tym nadziei na odmianę lub poprawę swojego losu. Widzimy ludzi, i tak znajdujących się w bardzo trudnej sytuacji, dla których wizyta komornika oznacza często utratę dosłownie ostatniego grosza. Dłużnicy przedstawiani są jako ofiary bezdusznego systemu. Nie widzimy przy tym żadnego uzasadnienia dla tak daleko idącej ingerencji wżycie obywateli. Przeciwnie, sceny filmu zostały tak skonstruowane, że komornik zdaje się wkraczać w uporządkowane, szczęśliwe życie rodzinne: przerywa dziecku naukę gry na akordeonie,by zabrać instrument muzyczny, nachodzi staruszkę, by zabrać jej stanowiący jedyną wartościową rzecz pamiątkowy zegar ścienny. Prawo nie jest już abstraktem, przybiera postać ubranego w dobrze skrojony garnitur komornika. Rujnuje ludziom życie dla kolejnej pomyślnie załatwionej przez komornika sprawy, dla jego kariery zawodowej, lepszej pozycji w małomiasteczkowej hierarchii towarzyskiej. Ważny dla analizy sposobu przedstawiania prawa jest „Bezmiar sprawiedliwości”, z 2006 roku, wyreżyserowany przez Wiesława Saniewskiego. Podobnie jak „Sprawa Gorgonowej” film został osnuty na kanwie autentycznego procesu o zabójstwo. Prawdziwa sprawa toczyła się na początku lat dziewięćdziesiątych we Wrocławiu. Film nie odtwarza jednak dokładnie losów procesu. Skupia się na motywach leżących u podłoża skazania przez sąd osoby, co do której istniały wątpliwości dotyczące jej sprawstwa. Analizuje psychologiczne uwarunkowania decyzji sędziowskiej. Sędzia pokazany został jako osoba niepotrafiąca oddzielić swojego życia emocjonalnego od prowadzonych spraw, w krytycznym momencie poddająca się naciskowi kobiety, której zależy na określonym rozstrzygnięciu. Przez resztę życia ponosi konsekwencje swojej decyzji, staje się zgorzkniałym, pozbawionym ideatów człowiekiem. Proces sądowy został przedstawiony jako gra interesów, szereg forteli stron postępowania zmierzających do uzyskania korzystnego wyroku. Mimo wyczerpania przez obronę wszystkich środków dostępnych w postępowaniu ludzka słabość sędziego decyduje o skazaniu niewinnej osoby. Ten film jest o tyle najbliższy kanonowi dramatu sądowego, że pokazuje ostateczny triumf sprawiedliwości – młody prawnik odkrywa po latach prawdę, znajduje dowód niewinności oskarżonego.

Co jednak charakterystyczne, niewinność niesłusznie skazanej osoby nigdy nie zostanie wykazana. W „Bezmiarze sprawiedliwości”, podobnie jak w „Komorniku”, prawo jest potężną siłą wkraczającą w życie przypadkowo wskazanego człowieka i zdolną całkowicie to życie zniszczyć. Oskarżony o popełnienie zabójstwa był wziętym dziennikarzem, znaną postacią życia publicznego. Skorzystał z możliwości wynajęcia najlepszego obrońcy, który spróbował wszystkich dostępnych środków w toku postępowania karnego. Nie uchroniło go to jednak od wysłuchania wyroku skazującego na wiele lat pozbawienia wolności. Prawda wychodzi na jaw po wielu latach: niewinny człowiek zdążył już opuścić zakład karny i nie chce mieć już nigdy do czynienia z wymiarem sprawiedliwości w żadnym jego przejawie, nie próbuje więc walczyć o oczyszczenie swojego nazwiska. Widzimy negatywne skutki działania siły prawa – jeszcze wiele lat po zakończeniu sprawy i długo po opuszczeniu więzienia niewinnie skazany jest człowiekiem złamanym, pozbawionym radości życia i nadziei na przyszłość.

Komentarze
Załaduj więcej podobnych artykułów
Załaduj więcej Redaktor
Załaduj więcej Biznes

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Druk cyfrowy i druk offsetowy – pojęcia, które musisz znać

Chociaż drukarnia we współczesnym świecie wydaje się swojego rodzaju przeżytkiem, nadal po…